GDZIE JEŚĆ, ABY NIE ZBAŃCZYĆ – KNAJPY, SKLEPY

1. RESTAURACJE

TURYSTYCZNE:

Są wszędzie. Niektóre knajpy mają horrendalnie wysokie ceny – nawet droższe niż europejskie. Ale my jako naczelny przedstawiciel rasy cebuli polskiej wywęszyłyśmy typowo turystyczne knajpeczki  z bardzo przystępnymi cenami. Czasami nawet takie z zadziwiająco niskimi stawkami.  Dla przykładu nasz obiad i karta menu knajpy z VARADERO (najbardziej turystycznego miejsca na Kubie).

Pizza z krewetkami 3,5 CUC (12,6 zł)
Hamburger 1 CUC (3,6 zł)
Kurczak z ryżem i panierowaną cukinią 5 CUC (18zł)

Tanie śniadanko też udało nam się upolować w Varadero. Razem z kawką za całość około 15 zł.

OWOCE MORZA HOMARY I KREWETUNIE

Jadąc gdziekolwiek na wakajki, zawsze polujemy na owoce morza. Na Kubie można zjeść homara za stówkę a można i za 20 ziko. Poniżej porcje świeżych krewetek i homar za 20 zł. Taką okazję udało nam się upolować w Playa Larga w Zatoce Świń. Restauracja z zewnątrz prezentowała się jak zwykły kubański dom jednorodzinny z wałęsającymi się psami, latającymi muchami. Fakt, że owy przybytek był restauracją, potwierdzał plastikowy kucharz stojący przy ulicy. W owej knajpce stołowałyśmy się aż 3 razy podczas naszego kilkudniowego pobytu.

LOKALNE:

Coś na miarę lokalnej Restauracji znalazłyśmy tylko raz w mieście Remedios. Jak je rozpoznać? Zwyczajnie. Nie będą mieli karty w CUCACH (waluta dla turystów) a w CUPACH (lokalna kubańska waluta). Dostałyśmy rybę i panierowanego kurczaka z ryżem i znowu smażoną cukinią za UWAGA 5 ZŁ. Piwo kosztowało całe 2 zł. (poniżej zdjęcie z prawej)

Z lokalnych przedsiębiorstw gastronomicznych często spotkamy się też z wyśmienitą pizzerią – są dosłownie wszędzie. Ujednolicenie smaku na terenie całej Kuby jest niesamowite. Wynika z embargo i tej samej mielonki na terenie całej wyspy. Pizza kosztowała nas 2 zł.

Sytuacja bez wyjścia – nie ma w pobliżu ani restauracji, ani sklepu a drużyna umiera z głodu, każdy staje się nerwowy. Co wtedy ?

Wtedy tak jak mama Laury podbijacie do Kubańskiej gospodyni mieszkającej u wybrzeża w totalnym zadupiu i proponujecie jej hajs za to, że ugotuje i ugości Was w swojej chacie. Wierzcie lub nie, ale zjadłyśmy przepyszny kubański obiad. Mama Laury w ramach zapłaty dorzuciła kilka past do zębów i leków – oby dwie strony zadowolone!

2. GOTOWANIE WE WŁASNYM ZAKRESIE

W życiu nie myślałyśmy, że za pomidorami będziemy śmigać skuterem i łapać Pana z bryczką. Zdjęcie poniżej przedstawia pierwszy dzień w Havanie, kiedy „poszliśmy do sklepu na zakupy” po coś na śniadanie. Laura stoi i patrzy z niedowierzaniem na dwóch stojących Panów, którzy utwierdzają ją w fakcie, że znajduje się w supermarkecie. Po prostu byłyśmy przekonane, że skoro w takich Indiach były sklepy dla wyższych klas z bogatym asortymentem to mimo embargo na Kubie będzie to samo. Oh jak się bardzo myliłyśmy.

Jajka udało nam się zdobyć tylko dwa razy. Na wsi od lokalnej babci i w Hawanie spod lady.

Szynkę, którą widzicie na zdjęciu, zdobyłyśmy podczas naszego pobytu tylko raz. Byłyśmy tak podniecone, że po powrocie do domu czułyśmy się jak myśliwi, którzy upolowali jelenia dla całej rodziny. 

Pieczywo dość łatwo  zdobyć w większych miastach, wystarczy zapytać o panaderie (piekarnia) i przeważnie jakaś się znajdywała. Na całej Kubie macie ten sam rodzaj puszystego pieczywa. Można też kupić odmienną wersję, czyli ten sam rodzaj bułek, ale trochę starszy i zasuszony w formie sucharków.

Oraz nasze przykładowe śniadanko zrobione ze zdobytych produktów.

Warzywa i owocki można było znaleźć gdziekolwiek. Na ulicy, w baraku, u kogoś w ogródku czy zatrzymując bryczkę.

W sklepach macie wszędzie ten sam asortyment. Co ciekawe zawsze jak kupowałyśmy śniadanie u kogoś, zastanawiałyśmy się, dlaczego tylko sporadycznie oferują żółty ser. Jak kiedyś doprosiliśmy specjalnie, aby na śniadaniu był ser, właściciele powiedzieli, że okej, ale za dopłatą aż 3 CUC! (10zł) od osoby. Zastanawiałyśmy się, o co chodzi. Odwiedzając sklep, poznałyśmy przyczynę. Ser żółty można kupić tylko w ogromnym prostokątnym bloku ważącym 5,5 kg w cenie miesięcznej wypłaty przeciętnego KUBAŃCZYKA.

Z lokalnego sklepu wyczarowałyśmy spaghetti.

Na końcu najważniejsza i najprzyjemniejsza część dla ducha i organizmu. Alkohol. Moi drodzy najlepszej jakości w śmiesznie niskiej cenie – 2,95 CUC za butelkę. Rum piłyśmy na śniadanie, pinacoladę na kolację. I tak w kółko.

Koszyk na zakupy