PLAN WYCIECZKI NA 16 DNI ZA 4000 ZŁ

DZIEŃ PIERWSZY

Wylądowaliśmy na lotnisku Juan G. Gómez około godziny 19:15. Po krótkiej kontroli wizy i paszportów odebraliśmy swoje bagaże i udaliśmy się po odbiór wynajętego samochodu. Trochę nam to zajęło, bo okazało się, że trzeba zapłacić depozyt za benzynę gotówką, której nie mieliśmy. Oczywiście karta jak na złość nie działała, a kantor zamknęli nam przed nosem (otwierany jest tylko na 30 min po przylocie większego samolotu, później możecie prosić, a nawet błagać, ale Pani w okienku nie miała sumienia i kontynuowała swoją przerwę) Po godzinie w końcu wymieniliśmy pieniądze (zaznaczę, że oczywiście po najgorszym możliwym kursie) i odebraliśmy samochód.

Na airbnb zarezerwowaliśmy wcześniej nocleg, w Matanzas miejscowości niedaleko lotniska. Nocleg na 6 osób wyniósł nas aż 3$ za osobę. Nasi hości to przemiłe starsze małżeństwo, które ugościło nas w swoim ogromnym poddaszu z dwoma niezależnymi pokojami, prywatną łazienką, salonem i kuchnią. Miałyśmy też swój taras. Rano za 4 CUCE od osoby Państwo przygotowali nam o takie śniadanko z lokalnymi przysmakami.

DZIEŃ DRUGI

Skoro świt wyruszamy w trasę wzdłuż wybrzeża północnego w kierunku Hawany. Oglądając skaliste wybrzeża, trafiliśmy na 3 tubylców, zdziwionych co robimy w tych rejonach. Mama Laury duka trochę po włosku i hiszpańsku, dowiedziała się, że zniszczenia, które dało się zauważyć, są po niedawnym huraganie Irma. Jednemu z mężczyzn podarowała kilka misiów dla jego dzieci. W zamian za to otrzymałyśmy prosto z ogródkowej palemki kilka świeżych kokosów. 

Po drodze na szybko wpadliśmy do Santa Cruz, zobaczyć jak wygląda zwyczajne kubańskie miasto, byłyśmy zafascynowane architekturą i starymi pojazdami, dlatego też spędziłyśmy tam kilka godzin.  Jadąc dalej, zauważyłyśmy ciekawy budynek, okazało się, że jest to stary, ale nadal użytkowany stadion do celów rekreacyjno – sportowych – z ogromnym wizerunkiem Che Guevara na czele. 

Późnym popołudniem dotarłyśmy do Hawany. Nasze lokum znajdowało się w starej części, ale nie obawiajcie się, jest naprawdę bezpieczna. Przeszłyśmy przez kilka uliczek, a na końcu udałyśmy się do baru z muzyką na żywo. Zamówiłyśmy Pinacoladę, kilka Mohito i po prostu z zaciekawieniem oglądałyśmy, jak Kubańczycy pięknie tańczą.

Kolejny nocleg znalazłyśmy przez Airbnb ładne mieszkanie z salonem, kuchnią 2 dużymi sypialniami w samym centrum 7,5 CUC/osobę z noc (27 zł).

DZIEŃ TRZECI

Samo wałęsanie się po stolicy jest fascynujące. Budynki w starej dzielnicy wyglądają tak, jakby zaraz miały runąć lub były podtrzymywane jednym małym filarem. Ludzie są bardzo mili i przyzwyczajeni też do obecności turystów więc nie wzbudzaliśmy dużego zainteresowania. Zapuściłyśmy się bez nawigacji w głębszą część starej Hawany. 

Weszłyśmy w losowe wejście do ogromnego gmachu kamienicy i korytarzem dotarłyśmy na sam dach kamienicy, która wyglądała tak, jakby była posklejana kolejnymi warstwami kleju. Na dachu zagadał nas przemiły Pan, który po krótkiej rozmowie zaprosił do swojego lokum. Okazało się, że był artystą i malarzem a w domu miał nawet małą małpę. Pokazał Nam swój warsztat i kolekcję starych aparatów. Ludzie są naprawdę otwarci, nie bójcie się wchodzić na dziedzińce czy zaglądać do kamienic (oczywiście jeżeli ktoś jest, spytajcie się, czy możecie). Zawsze się uśmiechamy i mówimy każdemu, dzień dobry.

Nowa dzielnica jest bardziej zbliżona do europejskich standardów, ale równie ciekawa. Nie będziemy Wam opisywać wszystkich zabytków, bo te możecie sobie sami sprawdzić. Nie będziemy zabierać Wam całej frajdy.

DZIEŃ CZWARTY I PIĄTY

Wyjeżdżamy ze stolicy kierując się na południe do doliny Viniales. Po drodze zjechałyśmy zobaczyć Salto De Soroa – małe wodospady, rozlewiska i rzeki w bardzo uroczej dżungli. Pomoczyłyśmy nogi i ruszyłyśmy dalej w kierunku Viniales, do którego miałyśmy 2h (120km). W Vinialles spaliśmy dwie noce. Nasz host załatwił nam po znajomości wycieczkę konną, podczas której zwiedziliśmy plantację cygar i kawy (12 CUC) trwała około 4h. W mieście jest pełno biur turystycznych organizujących te wycieczki, ale 2 razy drożej, dlatego najlepiej zapytajcie jakiegoś lokalsa.

Na miejscu w pobliżu znajduje się „Cueva Gada” uznaliśmy, że nie była warta naszej uwagi (3 CUC). Sztucznie wyrobiony tunel, a na końcu jaskini 30s pokaz, w którym Pan gasi pochodnię w majtach i na dodatek trzeba mu zapłacić (typowo turystyczny fail). Jest natomiast druga jaskinia o wiele naturalniejsza „Cueva India Viniales” (5 CUC), do której wpływa się łódeczką – zdecydowanie warto ją zobaczyć. Kolejną atrakcją jest ogromny mural na ścianie jednej z gór „Mogote dos hermanas”. Miałyśmy też okazję zobaczyć lokalne zawody konne urządzane przez mieszkańców wsi.

Nocleg -Ostatnie zdjęcie po prawej stronie to nasz nocleg. Dwa pokoje o średnim standardzie, ale w rozsądnej cenie, bo 3 CUC za osobę (11 zł) za noc. Właściciel i jego rodzina są bardzo gościnni i to oni załatwili nam tańszą wycieczkę konną. 

DZIEŃ SZÓSTY

Pojechałyśmy na samo południe cypla zachodniej części wyspy, co było dość sporym błędem. Spędziłyśmy kupę czasu, jadąc w żółwim tempie, nieutwardzonymi drogami a jak po 12h dojechałyśmy do celu, okazało się, że na miejscu za bardzo nic nie ma. 

Dlatego Wam polecamy z Viniales udać się z powrotem na północ i kierować się w stronę Zatoki Świń. Nie zrobicie tej trasy w jeden dzień, ponieważ jest to ponad 300 km, więc możecie przespać się po drodze w San Cristobal (200 km) albo wrócić do Hawany i o 7 kontynuować trasę do zatoki.

 

DZIEŃ SIÓDMY, ÓSMY I DZIEWIĄTY

Dojeżdżamy do Zatoki Świń do miasta o nazwie Playa Larga. Na pierwszy rzut oka możecie pomyśleć, że małe miasteczko nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Ale właśnie tu widziałyśmy najpiękniejszy Park Narodowy w naszym życiu. Po pierwsze możecie udać się do farmy krokodyli (5 CUC) i obejrzeć zwierzęta z bliska. Co prawda krokodyle mają dobre warunki, ale niestety można zrobić sobie zdjęcie z ledwo dychającym małym krokodylem i położyć sobie go nawet na głowie. Nie pochwalamy tego typu turystycznych ośrodków. Wieczorami w małym miasteczku organizowane są wieczory taneczne, a na środku placu stoi Pan przyrządzający za 1 CUC’a najpyszniejszą Pinacoladę pod słońcem. 

Za nocleg za osobę zapłaciłyśmy 8 CUC. (linki do ofert airbnb – link1 link2 )

Naszym zdaniem największy sztos, czyli wycieczka do Parku Narodowego Zapata. Musicie udać się do biura Parku Narodowego ”Officina La Meja” i u pracownika umówić się na wycieczkę. Są one organizowane od 2 dla max. 5 osób (my się wcisnęłyśmy tradycyjnie w 6). Trafiliśmy na Yoandiego, który był miejscowym biologiem i zaproponował nam kilka wycieczek. Zdecydowałyśmy się na dwie, które też w 200% polecamy.

Pierwszą z nich była Laguna de las Salinas za 20 CUC. Na początku udaliśmy się na cypel przypominający Polski Hel, ale z obydwóch stron rozciągały się namorzyny i płycizna, w której moczyły się dziesiątki pelikanów i flamingów. Następnie udaliśmy się do małej łódeczki i w rajskich sceneriach pływaliśmy od wysepki do wysepki. Mieliśmy okazję zobaczyć gniazdo tutejszego orła, iguanę, śmiertelne drzewo (dotkniesz korę i masz zgona). Yoandy pokazał nam również jak złowić rybę gołymi rękoma. Co najpiękniejsze nie było żadnych turystów oprócz nas.

Na drugą wycieczkę wybrałyśmy się do Rezerwatu Sendero Enigma de las Rocas za 15 CUC– jako pierwszy punkt atrakcji przewodnik pokazał nam małą podziemną grotę z krystalicznie czystą wodą. Następnie widzieliśmy krokodyle, ale żyjące w swoim naturalnym środowisku. Kolejną atrakcją było ogromne gniazdo termitów, wyjątkowe formacje korzenne i wiele endemicznych gatunków roślin. Na koniec dotarliśmy do ogromnej studni krasowej, w której pływały żółwie i dla odważnych była możliwość skoku z małego klifu. Ponownie na miejscu  oprócz nas nie było nikogo.

DZIEŃ DZIESIĄTY, JEDENASTY, DWUNASTY

Skoro świt wyjeżdżamy z Playa Larga w kierunku Trinidadu – po drodze możecie zobaczyć jaskinię „Cueva de Los Peces” oraz zatrzymać na plaży „Playa Giron”. 

Do Trinidadu mamy 3h, około 200 km. Miasto zaskoczyło nas jedną rzeczą. Mianowicie swoimi cenami. Wróciłyśmy ze swoich cichych i mało turystycznych miejsc do szarej rzeczywistości, za którą nie przepadamy. Kluby, drogie knajpy, drogi nocleg i oszuści – ale i tak było warto dla Parku Topes De Collantes.

By poznać uroki parku, musicie udać się na północ od Trinidadu do miasta Topes de Collantes (20 km) tam znajduje się centrum informacji turystycznej, w którym macie do wyboru mnóstwo wycieczek i trekkingów. Poniżej wrzucamy zdjęcia atrakcji oraz mapę Parku, oraz cennik (dla turystów, oczywiście waluta CUC).

Gdybyśmy wcześniej nie pobłądziły po wyspie, z pewnością przeszłybyśmy cały Park pieszo, ale niestety czas nas gonił (nie znalazłyśmy nigdzie, na blogach czy w przewodnikach, informacji o tym Parku). Zdecydowałyśmy się tylko na 3 wycieczki w najbliższym rejonie ALTIPLANO i CODINA. Podkreślamy, że wszystkie 3 wycieczki udało nam się zrobić w jeden dzień.

1. VEGAS GRANDES (10 CUC) 

Cała trasa wynosi 7 km idzie się około 3h. Wodospad naprawdę robi wrażenie ze swoją małą laguną. Trasa powrotna jest trochę wymagająca, zwłaszcza że przez około 30 min prowadzi przez bardzo strome schody zrobione z kamieni. Zresztą sami zobaczcie pierwsze zdjęcie od lewej.

2. JARDIN DE GIGANTES (5 CUC) 

30 minut 1,2 km. Największą atrakcją tego miejsca był drewniany wiszący most, który widzicie na zdjęciu. Oprócz paru kwiatów i olbrzymich drzew za wiele miejsce nie miało do zaoferowania. Cała wycieczka zajęła nam może z 20 minut.

3. LA BATATA „Dwie jaskinie” (5 CUC) 

Cała trasa wynosiła zaledwie 2,4 km, pokonacie ją w 1,5h. Na początek idzie się normalną dróżką wg znaków. Jednak po godzinie drogi, gdy już powinniśmy zawracać, pojawiło się rozwidlenie przy małej rzeczce, a za nią mało wydeptany szlak. Grupa Niemców, którą spotkaliśmy, postanowiła zawrócić, twierdząc, że dalej nic nie ma. My zdecydowałyśmy się przejść rzeczkę i iść wzdłuż niej prawą stroną, razem z nurtem. Po 5 minutach ukazała się nam mała jaskinia z krystalicznie czystą wodą (zdjęcie pierwsze gdzie Laura stoi z kijkiem w kapeluszu). Po lewej stronie jaskini zauważycie przymocowane linki. Przedostałyśmy się dzięki nim do kolejnej większej i bardziej spektakularnej groty. I tak samo jak w przypadku pierwszej jaskini po lewej stronie zauważycie łańcuchy. Część dziewczyn stwierdziła, że nie da rady się już dalej przedostać, a my pohasałyśmy na drugi koniec jaskini. Następnie wdrapałyśmy się po skałkach przy wodospadzie na górę, gdzie szlak prowadził dalej. Niestety nie miałyśmy odpowiedniego obuwia i byłyśmy ubrane w sukienki z telefonami w ręku a żeby przejść, dalej z pewnością trzeba było się zamoczyć. Więc zawróciłyśmy. 

DZIEŃ TRZYNASTY

Wczesnym rankiem wyjechałyśmy z Trinidadu w kierunku miasta Remedios za Santą Clarą. Małe przytulne miasteczko, ale nie ono było naszą docelową destynacją, było tylko sypialnią. Po przyjeździe znalazłyśmy na miejscu nocleg, my spałyśmy u azjatów w bardzo dobrym standardzie. Niestety nie pamiętamy adresu i nie mamy żadnej wizytówki. Jednak nie martwcie się, w mieście jest bardzo dużo dostępnych miejsc, gdzie można przenocować. Spakowałyśmy ciuszki, w tym stroje kąpielowe i wybraliśmy się autem na Cayo Santa Marię na plażę o tej samej nazwie. Uznawana jest za jedną z najpiękniejszych plaż na Kubie. Żeby tam dotrzeć, musicie dojechać do końca lądu na północ i wjechać na Pedraplen a Cayo Santa Maria, autostradę leżącą dosłownie na wodzie. Cały półwysep to jedna droga i hotele po jednej stronie. Nie denerwujcie się, plaża nie jest prywatną własnością hoteli, więc macie prawo z niej korzystać. W każdym razie, jak dojedziecie na koniec półwyspu kierujcie się według google maps na „LAS TERRAZAS SUNSET” (zdjęcie poniżej). Znajduję się tam wejście publiczne na plażę, centrum handlowe i restauracje oraz najbardziej rajska plaża, jaką kiedykolwiek widzieliście. Przybiegnie do Was Pan, który za 5 CUC zaproponuje Wam parasolkę, leżak i drinka (nie musicie z tego korzystać). Nam ten jeden dzień plażingu wystarczył i na drugi dzień udaliśmy się w kierunku Varadero.

DZIEŃ CZTERNASTY, PIĘTNASTY I SZESNASTY

Zawsze pod koniec wyjazdu robimy sobie kilka dni wytchnienia i typowego życia „la turista”. Varadero to typowy kurort turystyczny wypełniony hotelami, knajpkami. Na miejscu znajdziecie również jedną z najpiękniejszych i najdłuższych plaż na Kubie. 

Auto oddałyśmy parę godzin po przyjeździe na cypel, nie było już potrzebne przy tak małych odległościach. Wolałyśmy się przerzucić na dwa kółka albo nogi.

Te 2 dni każdy zajął się sobą – część z nas leżakowała na plaży, my wynajęłyśmy skuter (koszt to 15-20CUC za dzień oraz 50CUC depozytu) i skoczyłyśmy do pobliskiej jaskini Cueva de Saturno (5 CUC) i na Coral Beach posnorklować. Co śmieszniejsze na Varadero organizują wycieczki snorklowania na ową plażę, na którą dostałyśmy się samodzielnie. Na miejscu jest dużo rybek i raf koralowych. Nie dajcie się nabrać na strefę turystyczną, która jest chwilę przed właściwą dziką plażą, bo tam za wejście do oceanu zażądają od Was opłaty. Jak zapytałam się, czy ocean jest ich własnością, to dodali że nie, ale drabinka do wody już tak.

Koszyk na zakupy