SARDYNIA

Sardynię zwiedzałyśmy w październiku 2019 roku.

Ceny przedstawione przez nas na blogu obowiązywały w tamtym czasie.

NASZ BUDŻET

Loty:

Lot na trasie Berlin Tegel – Alghero trwał 2 h 15 min, a kosztował nas:

188 PLN/os

 

Transport:

Przed wylotem zarezerwowałyśmy samochód w lokalnej wypożyczalni Sardinya Autonoleggio. Na miejscu okazało się, że nie musiałyśmy pokrywać kosztów kaucji. Koszt z pełnym ubezpieczeniem to 217 EUR.

Za paliwo zapłaciłyśmy 87 EUR, przejechałyśmy około 700 km.

101 EUR = 434 PLN/os

 

Noclegi:

Tym razem też postawiłyśmy na szukanie noclegów w trakcie naszego wyjazdu. Pozwoliło nam to na swobodne podróżowanie po wyspie, bez żadnych ograniczeń związanych z dostosowaniem trasy do konkretnego miejsca noclegowego.

Nocleg pierwszego dnia – 65 EUR/za apartament

Nocleg drugiego dnia – 60 EUR/za apartament

Nocleg trzeci, czwarty, piąty dzień – 146,35 EUR/pokój 3 osobowy na 3 noce

Nocleg szósty i siódmy – couchsurfing w Alghero

90,45 EUR = 388 PLN/os

 

Jedzenie:

Standardowo śniadania głównie ogarniałyśmy w lokalnych sklepikach, które pozwoliły nam zaoszczędzić. Obiady jadłyśmy w lokalnych knajpach, żeby nacieszyć się włoskimi specjałami. Moi drodzy musicie wiedzieć jedno – NIE OSZCZĘDZAMY NA ŻARCIU, BO ZA BARDZO KOCHAMY SIĘ OBŻERAĆ, SORRY! No i wiadomo, że nie mamy też zamiaru sobie odmawiać codziennego Aperolka na wakajkach ;/ Stąd też w jedzonko poszło najwięcej naszych pieniążków!

112 EUR = 482 PLN/os

 

Koszty atrakcji:

2 EUR – wejście do Sorgente su Golognet

5 EUR – wejście do kanionu di Gorropu

15 EUR – powrót Jeepem z kanionu

5 EUR – wypożyczenie butów trekkingowych

10 EUR – powrót jachtem z Cala Luna

37 EUR = 159 PLN/os

 

Dojazd i powrót z Berlina:

Do Berlina dojechałyśmy samochodem. Zaparkowałyśmy go na bezpłatnym parkingu niedaleko lotniska (link). Na lotnisko dojechałyśmy uberem, za którego zapłaciłyśmy 8 EUR w jedną stronę. Łączny koszt transportu z benzyną na osobę to:

106 PLN/os

 

ŁĄCZNIE: 1757 PLN/os

PLAN PODRÓŻY

DZIEŃ PIERWSZY

Parco Naturale Regionale di Porto Conte

Zatrzymywałyśmy się na punktach widokowych znalezionych po drodze – Torre di Porto Conte czy Cala Dragunara. Miejscem docelowym była Grotta di Nettuno. Na miejsce można było dojechać łódką za 16 EUR. My wybrałyśmy jednak opcję pieszą. Wycieczka po grocie kosztowała 13 EUR. Żeby dojść do groty, musicie pokonać 600 stopni, nam to zajęło ok. 1,5 – 2h (z ciągłym zatrzymywaniem się na robienie zdjęć).

Sintino

W sezonie miejscowość jest polskim Kołobrzegiem i pęka w szwach ze względu na swoje wyjątkowo lazurowo błękitne wybrzeże. Woda jest spokojna, a dno wyjątkowo płytkie co może być zaletą dla rodzin z dziećmi.

Mimo tego, że wyglądało poza sezonem na praktycznie opuszczone, to udało nam się znaleźć bar, w którym serwowali nieziemską pizzę. Pizzeria Express La Regata Sintino wyglądała z zewnątrz jak marnej jakości bar. Opinie na google przekonały nas jednak do skorzystania z ich oferty. Podczas oczekiwania zauważyłyśmy piec ogrzewany drewnem, rodowitych Włochów jedzących pizzę na stojąco i świeżo przygotowywane składniki. Pizza okazała się wyśmienita, google nas nie oszukało.

Nocleg B&B Rocca Bianca Stintino

DZIEŃ DRUGI

Castelsardo

Miasto na „jedno zdjęcie”. Warto zatrzymać się w porcie przed miejscowością, żeby zobaczyć ją z daleka. Następnie udałyśmy się do kawiarni La Carapigna Gelateria Caffeteria – tu zjecie dobre lody i wypijecie tani Aperol, polecamy!

Spiaggia di Li Cossi

Mała plaża otoczona z dwóch stron wodą. Z jednej strony otoczona rzeką, a z drugiej Morzem Tyrreńskim. Morze jest krystalicznie błękitne. Polecamy wziąć sprzęt do nurkowania! Dojście do niej zajmuje ok. 10 minut i prowadzi przez skalne schody.

Nocleg B&B Gianni & Pia

Po raz kolejny trafiłyśmy na dobrą pizzę w małym miasteczku Bassacutena, która nazywała się Jama 7.5.

DZIEŃ TRZECI

Olbia

Okazało się niesamowicie brzydkim miastem. Zdecydowanie nie polecamy zawierania go w swoim planie! Zjadłyśmy więc tu śniadanie i udałyśmy się do naszego kolejnego punktu Parco del Golfo.

 

Parco del Golfo – Sorgente Su Gologone

Źródło, z którego wszystkie pobliskie miasteczka zaopatrują się w wodę. Można w nim zanurkować do 40 m. Wejście kosztowało 2 EUR od osoby.

DARMOWE ATRAKCJE, KTÓRE ZOBACZYSZ NA WŁASNĄ RĘKĘ

Plaża Tortuga Bay

Rajska plaża o długości około 3/4 km z piaszczystym piaskiem i iguanami. Trasa na plażę wynosi 2,4 km. Pokonanie jej zajmie ok. godziny ścieżką wśród opuncji. Miejsce odwiedzać można od godziny 6 do 17. Przy wejściu na ścieżkę przywita nas pracownik parku i poinformuje o głównych zasadach pobytu na plaży. Należy się również wpisać w książkę. Polecamy odwiedzić plażę w godzinach porannych kiedy turystów jest najmniej.

Po wejściu kierujcie się na prawo. Na końcu plaży po lewej stronie znajdziecie mały akwen z krystalicznie czystą wodą i malutkimi kolorowymi rybkami. Co 15 minut w tym miejscu widać jak iguany wpływają do morza lub z niego wracają. To pewnego rodzaju mała „autostrada”. Na plaży jest wiele wieszaków, na których należy zostawiać rzeczy, aby nie blokować iguanom drogi do morza.

Idąc dalej plażą, skręcając w prawo, znajduje się kolejny akwen z ławkami, ptactwem i lasem namorzynowym.

Laguna De Las Ninfas

Park znajdujący się niecałe 3 minuty od naszego hostelu Crossman. W pseudo jeziorku, które tak naprawdę jest połączone z oceanem i otoczone kilkoma gatunkami lasów namorzynowych. Widzieliśmy płaszczki i wiele gatunków ptaków. W tym miejscu słona woda oceanu miesza się ze słodką. Przez całość zalewiska prowadzi drewniany pomost z kilkoma miejscami wyposażonymi w ławki.

Los Gemelos

Miejsce położone w highlands (środek wyspy). Są to dwie ogromne formację geologiczne i trasa prowadząca wśród lasu scalesi, mająca długość około 1,5 km. Atrakcja zajęła nam 45 minut, wliczając liczne przystanki na robienie zdjęć. Miejsce można odwiedzać od godziny 6 do 18. Na miejsce dojechaliśmy wynajętą taksówką. Zapłaciłyśmy za nią 10$/os, a kierowca zabrał nas również do rezerwatu żółwi El Chato (atrakcja płatna opisana poniżej). Można też dojechać autobusem, który jeździ przez całą wyspę. Wystarczy wyskoczyć w odpowiednim miejscu. Kurs na całej trasie kosztuje 5$.

 

Dziury zwane też potocznie kraterami nie są pozostałością po wulkanie. Cała wyspa zbudowana jest z warstw magmy, pod wpływem ruchów płyt tektonicznych i z upływem czasu te dwie „komory” magmy zapadły się, tworząc te dwa zapadliska. Będąc w tej strefie roślinnej, zobaczycie bromelie, orchidee oraz mchy rosnące na drzewach jest to również siedlisko licznych odmian ptaków Darwina.

Centrum Darwina – Instytut Badawczy

Ogromny kompleks naukowo – edukacyjny stworzony w 1964 r. również do dyspozycji turystów za darmo w godzinach od 7:30 – 12:30 i od 14:00 do 17:30. Na miejsce dotrzecie z centrum pieszo w około 10 minut. Do 2012 roku instytut był domem słynnego Georga ostatniego żółwia swojego gatunku z wyspy Pinta. Teraz można obejrzeć jego wypreparowaną sylwetkę w specjalnej komorze. W centrum zobaczycie również żółwie giganty dosłownie na wyciągnięcie ręki, tak samo jak tysiące innych małych żółwików. 

Cerro Crocker

Trekking 6 km (3h) dostępny w godzinach od 6 do 18 na dwa punkty widokowe.

Tak samo jak tablica informacyjna, szlaki były mocno zarośnięte, co dodawało miejscu uroku. Tak jak Cerro Mesa miejsce nie jest prawie wgl znane a jest darmowe i piękne. Zresztą samo dotarcie na początek szlaku jest bardzo słabo oznaczone i długo szliśmy na czuja. Do Bellavisty dojechaliśmy autobusem, za 0,5$. Następnie kierowaliśmy się wzdłuż drogi i na skrzyżowaniu skręciliśmy w prawo, trafiając na mały miasteczkowy park, w którym znajdował się plac zabaw, stoły pingpongowe i te do gry w szachy. Naprzeciwko huśtawek zobaczycie szeroką nieutwardzoną drogę, która prowadzi pośród bujnej roślinności. Nią należy podążać około 40 min, do momentu aż nie dojdziecie do małego parkingu, tam się kończy szeroka droga. Poszukajcie wąskiej lekko wydeptanej ścieżki, biegnącą wśród krzaków i właśnie nią musicie podążać, żeby dotrzeć do tej obrośniętej tabliczki poniżej. O tym miejscu dowiedzieliśmy się z poniższej mapki, którą dostaliśmy przy wypożyczaniu roweru.

Las Grietas

W wyniku ruchów płyt tektonicznych powstała ogromna szczelina z krystalicznie czystą wodą, w której zobaczycie różne ryby i stworzenia, dlatego koniecznie weźcie ze sobą maskę i płetwy. Polecamy również pierwsze kamienie pokonać, bo za 1 zbiornikiem znajdują się dwa kolejne, gdzie ludzi nie ma. Atrakcja jest darmowa. Żeby do niej dotrzeć, należy z głównego pomostu portu wziąć taksówkę wodną za 0,6 centa. Wystarczy powiedzieć hasło „las grietas”, a taksówkarz będzie wiedział gdzie Was wyrzucić. Podróż wodna trwa zaledwie 2minuty, gdy wysiądziecie, podążajcie cały czas prosto za napisem „Finch Bay” potem wskazówki na Las Grietas same się pojawią.  Polecamy godziny poranne, gdyż popołudniami miejsce robi się troszkę zaludnione.

MIEJSCA, W KTÓRE DOTRZESZ SAMODZIELNIE BEZ KONIECZNOŚCI ZAKUPU WYCIECZKI – WSTĘP PŁATNY

Cerro Mesa

Możecie się tam dostać taksówką z Puerto Ayora lub lokalnym autobusem dojechać do Bellavisty za 0,5$, a stamtąd rowerem 10 km. Jeżeli chcecie sobie zrobić spacer, okolice są piękne i zielone. Jeżeli jednak zdecydujecie się na rower, ostrzegamy, trasa jest bardzo stroma i prowadzi przez leśne tereny. Kiedy dotrzecie, zobaczycie duży budynek z małą stadniną koni, w którym należy zakupić bilet za 5$.

Oprócz nas nikogo nie było w Cerro Mesa. Na miejscu mamy dwie atrakcje. Pierwsza z nich to punkt widokowy z pewnego rodzaju ambony, z którego widać wyspę Santa Fe. Druga to zapadlisko typu Los Gemelos, do którego można zejść wytyczoną ścieżką.

EL Chato

Naszym skromnym zdaniem najfajniejszy rezerwat żółwi gigantów na całym Galapagos. Żółwi nie ogląda się w wybetonowanych kojcach a w ich naturalnym środowisku, czyli a ogromnym zielonym terenie. Poruszamy się wytyczonymi ścieżkami no, chyba że żółw stanie nam na drodze jak na zdjęciu po prawej stronie i trzeba go ominąć.  Pamiętajmy jednak, żeby zachować komfortowy odstęp od zwierzęcia, żeby go nie denerwować ani nie stresować (żólwie oddają charakterystyczny syk i chowają się do pancerza kiedy czują się zagrożone, co kosztuje je wiele energii, a w przypadku samic może nawet doprowadzić do utraty jaj) Rezerwat mieści się niedaleko Santa Rosy, do której możemy dojechać lokalnym busem za 1$. Z miasta, aby dojść do rezerwatu, szybkim marszem potrzebujecie godzinę. Rowerem fajnie jedzie się tylko w jednym kierunku, bo w drodze powrotnej trasa biegnie cały czas pod górkę. Na miejscu należy kupić bilet w cenie 5$ i mamy nieograniczoną ilość czasu do dyspozycji w parku, a także kawę i herbatę w cenie.

PŁATNE WYCIECZKI

Nie warto wykupywać na Santa Cruz wycieczek po innych wyspach (San Cristobal, Isla Isabela), bo po prostu przepłacicie. Wycieczki z Santa Cruz, których nie wykupiłyśmy ze względu na ich cenę to wyjazdy zorganizowane na wyspy Bartolome, Santiago czy Pinzon, które kosztowały w większości po około 160$ i nie dało się zbić ceny.

WYCIECZKA Z EXPRESS ONE za 25 $/osobę

Zdecydowałyśmy się na nią DWUKROTNIE (na początku i pod koniec wyjazdu).
Przy porcie zaczepił nas przemiły Pan El Kapitano, któremu brakowało kilka osób na wycieczkę następnego dnia, a że byłyśmy w 5 osób, szybko się dogadaliśmy i zbiliśmy cenę do 25$ za osobę. Biuro znajdziecie w porcie zaraz przy sklepie spożywczym.

Wycieczka trwała 4h, cena zawierała sprzęt do snorkelowania, napoje i przekąski oraz x2 snorkelingi po 40minut, podczas których widzieliśmy rekiny, żółwie, langusty i prześliczne świecące kolorowe rybki.

Pierwszy punkt wycieczki to snorkelowanie przy małej wysepce oddalonej o kilka kilometrów od brzegu miasta na „otwartym morzu” gdzie zobaczycie mnóstwo kolorowych rybek. Czas to około 30-40 min w zależności od wysokości fal i pogody. Polecamy również miejsce na dachu łódki!

Drugi punkt wycieczki to dotarcie łodzią na „playa de los perros”, gdzie zobaczycie kanał Tintoreras ze śpiącymi rekinami, lagunę kochanków i opuncje. Za drugim razem kiedy pojechaliśmy jeszcze raz na tę samą wycieczkę, podczas tej atrakcji zostaliśmy na łodzi i poprosiliśmy kapitana, żeby nas zabrał gdzieś na snorkeling.

Trzeci punkt atrakcji to snorkelowanie w pobliżu szczeliny Tintoreras, gdzie widzieliśmy pomiędzy kamieniami langusty, dużo żółwi, rekiny i ogromne ławice sardynek.

Czwarty punkt to Las Grietas, które opisaliśmy powyżej i już wiecie, że możecie zobaczyć je na własną rękę, także my postanowiłyśmy po raz kolejny zostać na łodzi z nadzieją, że wyłudzimy kolejny ekstra snorkeling. Następnie nasz kochany kapitan wyrzucił ludzi na pomost w kierunku Las Grietas. Kiedy zostaliśmy sami, kapitan pozwolił nam zrobić kilka rundek za sterami i poprowadzić samodzielnie łódkę. Chwile później zaparkował łódź kilka metrów dalej. Woda w tym miejscu nie była przejrzysta, wręcz czarna i niezbyt zachęcająca. El Kapitano zaczyna ubierać ekwipunek do snorkelowania i entuzjastycznie zachęcał nas do wskakiwania do wody. My trochę zniechęcone wyglądem i przejrzystością oceanu z dużym sceptyzmem wskoczyłyśmy za nim w „muł”. Ku naszemu zdziwieniu był to jeden z naszych najlepszych snorkelingów. Jak się okazało, to właśnie w tym miejscu udają się na odpoczynek całe rodziny rekinów.

Koszyk na zakupy