WYSPA SAN CRISTOBAL

Ku naszemu zdziwieniu wyspa równie zurbanizowana jak Santa Cruz, ma około 5000 mieszkańców i utwardzone drogi. Jest 5 co do wielkości wyspą na Galapagos i występuje tu jedyne stałe słodkie jezioro na całym archipelagu. Nasze serce skradła ze względu na foki, których było prawdopodobnie więcej niż samych mieszkańców.  Foki wręcz skolonizowały miasto Puerto Baquerizo, ławki czy chodniki należą do nich.

NOCLEG

Tradycyjnie po przypłynięciu do portu podzieliliśmy się na dwie drużyny, aby rozeznać się w cenach i zakwaterowaniu. My z Olą poszłyśmy w głąb lądu, gdzie znalazłyśmy naprawdę dużo propozycji. Intuicyjnie nawet zapukałyśmy do jednego z domów i okazało się, że kobieta miała całe poddasze na wynajem – dwa pokoje, kuchnia, salon, łazienka i taras z pięknym widokiem na miasto. Zaproponowała nam 15$ od osoby, jednak casa była daleko od linii brzegu, a żeby dojść do pokoju, trzeba było przejść przez kurnik – dosłownie. Po konsultacji i wymianie zdjęć z drugą drużyną zdecydowaliśmy się na nocleg opisany poniżej.

Casa de Laura zaraz przy linii morza za 16$ za noc/os. Piękny zadbany ogród z hamakami, pokoje z własną kuchnią i łazienką z codziennym serwisem sprzątającym.

JEDZENIE

Na śniadanie i obiadokolacje chodziłyśmy do najtańszej knajpki, jaką udało nam się znaleźć na Galapagos –  zestaw obiadowy, czyli zupa oraz danie drugie i napój kosztowały zaledwie 4$. Śniadania były w podobnej cenie – omlet czy tost wraz z kawą w cenie. Restauracja nazywała się Lucky.

Drugą dużo droższą alternatywą była restauracja The Crazy Crab, do której poszliśmy kiedy Lucky było zamknięte. Jedzenie było przepyszne, lokal jako przystawkę serwuje ciepły popcorn i mają ogromne pinacolady. Za całą grillowaną rybę i krewetki zapłaciłyśmy po 15/16$ za danie. Nie jest to najtańsza alternatywa, ale lubimy zachować w tym wszystkim pewien balans i się rozpieścić!

ATRAKCJE I WYCIECZKI

ATRAKCJE NA WŁASNĄ RĘKĘ

Playa Mann

Mała plaża położona najbliżej miasteczka z pięknym lazurowym kolorem wody i widokiem na port. Na plaży oprócz turystów wygrzewają się również foki. Zajmują one większość ławek. Na plażę chodziłyśmy tylko w jednym celu – kręcone lody o smaku gujawy czy śmietanki. Nie wiem, czy były aż tak wyjątkowo smaczne, ale żarłyśmy je codziennie po drodze na Tijeretas.

Muelle Tijeretas

Miejsce zaznaczyłyśmy na naszym Google Maps. Jest to mała zatoczka z krystalicznie czystą wodą i małym pomostem na skałkach. Polecamy przyjść skoro świt, kiedy jest jeszcze odpływ i nie ma turystów. Koniecznie zabierzcie ze sobą snorkle! Oprócz żółwi i kolorowych rybek pomieszkują tu również foki. My byłyśmy na miejscu na przełomie kwietnia, maja i było pełno młodych maluchów, czasami wchodziły na pomost i układały się obok nas.

To, co się działo pod wodą, to była istna magia. Potrafiłyśmy siedzieć po kilka godzin i nagrywać jak maluchy bawią się pod wodą czy nas gonią. Naprzeciwko pomostu zobaczycie ogromny głaz, to właśnie tam jest ich najwięcej. Kiedy na pomoście robiło się tłoczno, przepływałyśmy ten kawałek, wchodziłyśmy na skałkę i tam się wygrzewałyśmy.

Mirador Cerro Tijeretas  i szlak na plażę Baquerizo

Na punkt widokowy prowadzą małe bardzo męczące schodki, ale widok na zatokę i miasto jest bajeczny.

Oprócz pięknego widoczku zauważyliśmy też tabliczkę wskazującą szlak, który zbytnio nie był wydeptany. Nie zachęcał też zarośniętą metrową trawą. Był to szlak na dziką plażę Baquerizo. Długość trasy wzdłuż wybrzeża to zaledwie 2km w jedną stronę, a czas pokonania na tablicy wskazywał aż 1,5h w jedną stronę. Zuchwale stwierdziłyśmy, że to czas dla jakiś ślimaków i wyruszyłyśmy w japonkach i strojach kąpielowych przez istny busz.

Szlak okazał się jednak nieco wymagający…
Strome skaliste podejścia i spady wśród śmiertelnie trujących drzew. Każda z nas doznała zaszczytu poślizgnięcia się na swoim gumowym japonku i obdarcia co najmniej jednego kolana.  W pełnym równikowym słońcu i 30 stopniach z małą butelką wody myślałyśmy, że te 2 km to z 20km. Na końcu jednak uraczył nas widoczek rodem z niebiańskiej plaży. Zero ludzi, biały puszysty piaseczek, lazurowa woda, żółwie wychylające główki z wody i pełno iguan wylegujących się na plaży. Dziewczyny pozdejmowały staniki a my poszłyśmy snorkelować razem ze zwierzętami.

Plaża uszatek

Takiej ilości w życiu nie widzieliśmy! Na żadnej innej wyspie Galapagos, tylko tutaj na San Cristobal. Koniecznie przyjdźcie tuż przed zachodem słońca, to właśnie wtedy całe rodziny ssaków wychodzą z wody i szukają swojego miejsca na noc. Przepychają się, ryczą, układają jak małe tłuste tortille czy szukają matek, żeby zjeść pokarm. Widok jest naprawdę uroczy i zarazem niesamowity.

INTERIOR WYSPY 
Wycieczka taksówką w głąb wyspy na plażę El Chinodo rezerwatu żółwi i El Junco.
Byłyśmy w piątkę, wiec wynajęłyśmy taksówkę, która zabrała nas w te trzy miejsca. Zapłaciłyśmy po 10$ na osobę. Taksówkę złapałyśmy w mieście i umówiłyśmy się na drugi dzień na odbiór pod hotelem.

El Junco

Niewielki krater wulkanu z prawie jedyną słodką wodą na wyspach Galapagos. Otoczony piękną zielenią i lasem Miconii. Można sobie zrobić spacer wokół zbiornika.

El Chino

Plaża jak plaża na Galapagos po prostu śliczna. Nie było co prawda warunków do snorkelowania ze względu na wysokie fale, ale jest fajny punkt widokowy. My spędziłyśmy tam ok 40 minut.

Jeżeli chodzi o rezerwat żółwi, nie był on zbyt atrakcyjny i tak zielony jak ten na Santa Cruz „El Chato” Byłyśmy nawet trochę rozczarowane.

PŁATNE ATRAKCJE

Wycieczka 360 stopni wokół całej wyspy razem z Kicker Rock

Koszt wycieczki: 130$

Czas trwania: 7h

Oprócz tego, że zamiast łódki dostaliśmy – łupinę posklejaną taśmami i nie raz myślałyśmy, że silnik odpadnie, a nasza łajba na falach rozpadnie się na milion kawałków, w pakiecie z niezbyt miłym przewodnikiem – sama wycieczka była boska. W cenie miałyśmy obiad, przekąski oraz napoje. Pierwszym przystankiem była piękna dzika plaża z namorzynami i małą zatoczką, w której snorkelowaliśmy z płaszczkami, fokami i żółwiami. 

Po drodze mijaliśmy dużo formacji skalnych z wszystkimi endemicznymi gatunkami ptaków i wylegującymi się fokami.

Kolejnym przystankiem była kolejna rajska i dzika plaża, na której zatrzymaliśmy się na godzinę odpocząć i też posnorklować.
Przepłynęliśmy też przez piękną formację skalną tworzącą tunel.

Ostatnią atrakcją jest Kicker Rock – ogromna formacja skalna unosząca się aż 153 m nad poziomem morza. Erozja nadała skale charakterystyczny kształt. Niektórzy mówią, że jest w kształcie buta, dlatego też nazwa „Kicker Rock”. Jednak to nie kształt dał jej sławę a koralowiec obrastający pod wodą całą skałę i analogicznie stanowiąc dom dla wielu gatunków zwierząt.

Koszyk na zakupy