WYSPA SANTA CRUZ

Druga co do wielkości wyspa na archipelagu. Najbardziej zaludniona i zurbanizowana. Ma około 12000 mieszkańców. Głównym miastem jest Puerto Ayora. Na północ od miasta znajduje się mniejsza tubylcza Bellavista oraz Santa Rosa.

NOCLEG

Spałyśmy w uroczym hotelu CROSSMAN. Pierwszą noc zabookowałyśmy na booking.com za 13$/osobę za jedną noc. Na miejscu kolejne 3 noce wynegocjowałyśmy po 12$ za noc. Miałyśmy 5-osobowy pokój na parterze z własną łazienką. Do hostelu wróciliśmy pod koniec wyjazdu, na ostatnie 3 dni przed wylotem. Tym razem spałyśmy na drugim piętrze w 2/3-osobowych pokojach o wyższym standardzie i płaciłyśmy 15$ za noc od osoby. W hotelu było WiFi, darmowa butla z wodą pitną, ręczniki oraz w pełni wyposażona kuchnia z piekarnikiem, palnikami, stołem i lodówką. Jednak przede wszystkim było czysto.

Ogromnym plusem hostelu była lokalizacja. Znajdowałyśmy się zaraz przy porcie, obok parku i przy wylocie na plażę Tortuga Bay.

JEDZENIE

Co i gdzie jadłyśmy ?
Jadłyśmy lunche w knajpkach dla tubylców za 5$, a wieczorem empanadę za 1$ na lokalnym rynku.

Damy sobie rękę uciąć, że wszyscy Wam gorąco polecą ulicę Charlesa Binforda, która wieczorami jest zamykana. Zamienia się w jedną wielką restaurację uliczną. Faktycznie całość prezentuje się przyjemnie i klimatycznie, jednak ceny są horrendalnie wysokie. Dlatego też uprzejmie podziękowaliśmy za grillowaną rybę, w ceni 20-30$. Damy też sobie rękę uciąć, że pierwszy sklep, do którego wejdziecie to market w porcie o nazwie proinsular, który cenami również potrafi zwalić z nóg.

 

TANIE RESTAURACJE W MIEŚCIE

O godzinie 12-13 w całym mieście na niektórych uliczkach nawet i na tej głównej zobaczycie powystawiane białe tablice, z napisem „lunch 5$” cena zawiera zupę (do wyboru mięsną albo rybną), drugie danie (najczęściej kurczak albo ryba) i świeży sok z owoców. Nasza ulubioną tego typu knajpkę zaznaczyłyśmy Wam na mapie (znajdowała się 5 minut od naszego hotelu Crossman). Prowadzona przez lokalną rodzinę codziennie oferowała inny lunch z kilkoma alternatywami. Jak znaleźć tego typu knajpę? To proste. Rozglądajcie się za restauracjami, w których jedzą lokalesi.

Najtańsze śniadanie, jakie znalazłyśmy to w tym przytulnym przybytku, który widzicie poniżej. Do wyboru macie pyszną kawę, herbatę, jogurty o różnych smakach, bułkę z serem, tosty z serem i jajecznice, jaką sobie tylko zażyczycie. To małe przedsiębiorstwo to piekarnia i mała jadłodajnia zarazem. Koszt poniższego zestawu to 4,5$.

W większości śniadania robiłyśmy sobie, same kupując warzywa i jajka na poniżej opisanym lokalnym rynku, a pieczywo kupowaliśmy w lokalnej panaderii za 0,5$.

LOKALNE PRZYSMAKI – TARG ULICZNEGO JEDZENIA W PUERTO AYORA

Targowisko znajdziecie w wyżej położonej części Puerto Ayora, który wieczorem zamienia się w uliczną jadłodajnię dla lokalnych mieszkańców, gdzie zjemy posiłek za symboliczne 1-2$ (przypominamy obiad na turystycznej ulicy Charles Binford i przy linii brzegu wieczorami 20-30$). Na Targu mamy do wyboru kilka stoisk, które oferują poszczególne zestawy dań.

Koniecznie musicie spróbować EMPANADY. To ogromny smażony w głębokim tłuszczu pieróg, nadziewany krewetkami, kurczakiem lub serem za 1$. Loklesi do środka jeszcze wrzucają świeżą surówkę i salsę, która też jest w cenie. 

W ciągu dnia znajduje się tam rynek z warzywami, mięsem i owocami gdzie przede wszystkim CENY są nieturystyczne. W strefie turystycznej przy porcie za 1 pomidora zapłacicie 1$, na lokalnym rynku za 1$ dostaniecie 5 pomidorów. Arbuz potrafił kosztować 15$, a koniec końców znalazłyśmy za 3$.

TARG RYBNY

Popularne miejsce, w którym rybacy sprzedają świeży połów. Jednak nie to przyciąga licznych turystów, a walczące o resztki mięsa pelikany czy foki. My na targu kupiliśmy świeżego tuńczyka 1 kg za 10$ i przygotowaliśmy sobie taki oto posiłek za 3$ na głowę.

ATRAKCJE I WYCIECZKI

DARMOWE ATRAKCJE, KTÓRE ZOBACZYSZ NA WŁASNĄ RĘKĘ

Plaża Tortuga Bay

Rajska plaża o długości około 3/4 km z piaszczystym piaskiem i iguanami. Trasa na plażę wynosi 2,4 km. Pokonanie jej zajmie ok. godziny ścieżką wśród opuncji. Miejsce odwiedzać można od godziny 6 do 17. Przy wejściu na ścieżkę przywita nas pracownik parku i poinformuje o głównych zasadach pobytu na plaży. Należy się również wpisać w książkę. Polecamy odwiedzić plażę w godzinach porannych kiedy turystów jest najmniej.

Po wejściu kierujcie się na prawo. Na końcu plaży po lewej stronie znajdziecie mały akwen z krystalicznie czystą wodą i malutkimi kolorowymi rybkami. Co 15 minut w tym miejscu widać jak iguany wpływają do morza lub z niego wracają. To pewnego rodzaju mała „autostrada”. Na plaży jest wiele wieszaków, na których należy zostawiać rzeczy, aby nie blokować iguanom drogi do morza.

Idąc dalej plażą, skręcając w prawo, znajduje się kolejny akwen z ławkami, ptactwem i lasem namorzynowym.

Laguna De Las Ninfas

Park znajdujący się niecałe 3 minuty od naszego hostelu Crossman. W pseudo jeziorku, które tak naprawdę jest połączone z oceanem i otoczone kilkoma gatunkami lasów namorzynowych. Widzieliśmy płaszczki i wiele gatunków ptaków. W tym miejscu słona woda oceanu miesza się ze słodką. Przez całość zalewiska prowadzi drewniany pomost z kilkoma miejscami wyposażonymi w ławki.

Los Gemelos

Miejsce położone w highlands (środek wyspy). Są to dwie ogromne formację geologiczne i trasa prowadząca wśród lasu scalesi, mająca długość około 1,5 km. Atrakcja zajęła nam 45 minut, wliczając liczne przystanki na robienie zdjęć. Miejsce można odwiedzać od godziny 6 do 18. Na miejsce dojechaliśmy wynajętą taksówką. Zapłaciłyśmy za nią 10$/os, a kierowca zabrał nas również do rezerwatu żółwi El Chato (atrakcja płatna opisana poniżej). Można też dojechać autobusem, który jeździ przez całą wyspę. Wystarczy wyskoczyć w odpowiednim miejscu. Kurs na całej trasie kosztuje 5$.

 

Dziury zwane też potocznie kraterami nie są pozostałością po wulkanie. Cała wyspa zbudowana jest z warstw magmy, pod wpływem ruchów płyt tektonicznych i z upływem czasu te dwie „komory” magmy zapadły się, tworząc te dwa zapadliska. Będąc w tej strefie roślinnej, zobaczycie bromelie, orchidee oraz mchy rosnące na drzewach jest to również siedlisko licznych odmian ptaków Darwina.

Centrum Darwina – Instytut Badawczy

Ogromny kompleks naukowo – edukacyjny stworzony w 1964 r. również do dyspozycji turystów za darmo w godzinach od 7:30 – 12:30 i od 14:00 do 17:30. Na miejsce dotrzecie z centrum pieszo w około 10 minut. Do 2012 roku instytut był domem słynnego Georga ostatniego żółwia swojego gatunku z wyspy Pinta. Teraz można obejrzeć jego wypreparowaną sylwetkę w specjalnej komorze. W centrum zobaczycie również żółwie giganty dosłownie na wyciągnięcie ręki, tak samo jak tysiące innych małych żółwików. 

Cerro Crocker

Trekking 6 km (3h) dostępny w godzinach od 6 do 18 na dwa punkty widokowe.

Tak samo jak tablica informacyjna, szlaki były mocno zarośnięte, co dodawało miejscu uroku. Tak jak Cerro Mesa miejsce nie jest prawie wgl znane a jest darmowe i piękne. Zresztą samo dotarcie na początek szlaku jest bardzo słabo oznaczone i długo szliśmy na czuja. Do Bellavisty dojechaliśmy autobusem, za 0,5$. Następnie kierowaliśmy się wzdłuż drogi i na skrzyżowaniu skręciliśmy w prawo, trafiając na mały miasteczkowy park, w którym znajdował się plac zabaw, stoły pingpongowe i te do gry w szachy. Naprzeciwko huśtawek zobaczycie szeroką nieutwardzoną drogę, która prowadzi pośród bujnej roślinności. Nią należy podążać około 40 min, do momentu aż nie dojdziecie do małego parkingu, tam się kończy szeroka droga. Poszukajcie wąskiej lekko wydeptanej ścieżki, biegnącą wśród krzaków i właśnie nią musicie podążać, żeby dotrzeć do tej obrośniętej tabliczki poniżej. O tym miejscu dowiedzieliśmy się z poniższej mapki, którą dostaliśmy przy wypożyczaniu roweru.

Las Grietas

W wyniku ruchów płyt tektonicznych powstała ogromna szczelina z krystalicznie czystą wodą, w której zobaczycie różne ryby i stworzenia, dlatego koniecznie weźcie ze sobą maskę i płetwy. Polecamy również pierwsze kamienie pokonać, bo za 1 zbiornikiem znajdują się dwa kolejne, gdzie ludzi nie ma. Atrakcja jest darmowa. Żeby do niej dotrzeć, należy z głównego pomostu portu wziąć taksówkę wodną za 0,6 centa. Wystarczy powiedzieć hasło „las grietas”, a taksówkarz będzie wiedział gdzie Was wyrzucić. Podróż wodna trwa zaledwie 2minuty, gdy wysiądziecie, podążajcie cały czas prosto za napisem „Finch Bay” potem wskazówki na Las Grietas same się pojawią.  Polecamy godziny poranne, gdyż popołudniami miejsce robi się troszkę zaludnione.

MIEJSCA, W KTÓRE DOTRZESZ SAMODZIELNIE BEZ KONIECZNOŚCI ZAKUPU WYCIECZKI – WSTĘP PŁATNY

Cerro Mesa

Możecie się tam dostać taksówką z Puerto Ayora lub lokalnym autobusem dojechać do Bellavisty za 0,5$, a stamtąd rowerem 10 km. Jeżeli chcecie sobie zrobić spacer, okolice są piękne i zielone. Jeżeli jednak zdecydujecie się na rower, ostrzegamy, trasa jest bardzo stroma i prowadzi przez leśne tereny. Kiedy dotrzecie, zobaczycie duży budynek z małą stadniną koni, w którym należy zakupić bilet za 5$.

Oprócz nas nikogo nie było w Cerro Mesa. Na miejscu mamy dwie atrakcje. Pierwsza z nich to punkt widokowy z pewnego rodzaju ambony, z którego widać wyspę Santa Fe. Druga to zapadlisko typu Los Gemelos, do którego można zejść wytyczoną ścieżką.

EL Chato

Naszym skromnym zdaniem najfajniejszy rezerwat żółwi gigantów na całym Galapagos. Żółwi nie ogląda się w wybetonowanych kojcach a w ich naturalnym środowisku, czyli a ogromnym zielonym terenie. Poruszamy się wytyczonymi ścieżkami no, chyba że żółw stanie nam na drodze jak na zdjęciu po prawej stronie i trzeba go ominąć.  Pamiętajmy jednak, żeby zachować komfortowy odstęp od zwierzęcia, żeby go nie denerwować ani nie stresować (żólwie oddają charakterystyczny syk i chowają się do pancerza kiedy czują się zagrożone, co kosztuje je wiele energii, a w przypadku samic może nawet doprowadzić do utraty jaj) Rezerwat mieści się niedaleko Santa Rosy, do której możemy dojechać lokalnym busem za 1$. Z miasta, aby dojść do rezerwatu, szybkim marszem potrzebujecie godzinę. Rowerem fajnie jedzie się tylko w jednym kierunku, bo w drodze powrotnej trasa biegnie cały czas pod górkę. Na miejscu należy kupić bilet w cenie 5$ i mamy nieograniczoną ilość czasu do dyspozycji w parku, a także kawę i herbatę w cenie.

PŁATNE WYCIECZKI

Nie warto wykupywać na Santa Cruz wycieczek po innych wyspach (San Cristobal, Isla Isabela), bo po prostu przepłacicie. Wycieczki z Santa Cruz, których nie wykupiłyśmy ze względu na ich cenę to wyjazdy zorganizowane na wyspy Bartolome, Santiago czy Pinzon, które kosztowały w większości po około 160$ i nie dało się zbić ceny.

WYCIECZKA Z EXPRESS ONE za 25 $/osobę

Zdecydowałyśmy się na nią DWUKROTNIE (na początku i pod koniec wyjazdu).
Przy porcie zaczepił nas przemiły Pan El Kapitano, któremu brakowało kilka osób na wycieczkę następnego dnia, a że byłyśmy w 5 osób, szybko się dogadaliśmy i zbiliśmy cenę do 25$ za osobę. Biuro znajdziecie w porcie zaraz przy sklepie spożywczym.

Wycieczka trwała 4h, cena zawierała sprzęt do snorkelowania, napoje i przekąski oraz x2 snorkelingi po 40minut, podczas których widzieliśmy rekiny, żółwie, langusty i prześliczne świecące kolorowe rybki.

Pierwszy punkt wycieczki to snorkelowanie przy małej wysepce oddalonej o kilka kilometrów od brzegu miasta na „otwartym morzu” gdzie zobaczycie mnóstwo kolorowych rybek. Czas to około 30-40 min w zależności od wysokości fal i pogody. Polecamy również miejsce na dachu łódki!

Drugi punkt wycieczki to dotarcie łodzią na „playa de los perros”, gdzie zobaczycie kanał Tintoreras ze śpiącymi rekinami, lagunę kochanków i opuncje. Za drugim razem kiedy pojechaliśmy jeszcze raz na tę samą wycieczkę, podczas tej atrakcji zostaliśmy na łodzi i poprosiliśmy kapitana, żeby nas zabrał gdzieś na snorkeling.

Trzeci punkt atrakcji to snorkelowanie w pobliżu szczeliny Tintoreras, gdzie widzieliśmy pomiędzy kamieniami langusty, dużo żółwi, rekiny i ogromne ławice sardynek.

Czwarty punkt to Las Grietas, które opisaliśmy powyżej i już wiecie, że możecie zobaczyć je na własną rękę, także my postanowiłyśmy po raz kolejny zostać na łodzi z nadzieją, że wyłudzimy kolejny ekstra snorkeling. Następnie nasz kochany kapitan wyrzucił ludzi na pomost w kierunku Las Grietas. Kiedy zostaliśmy sami, kapitan pozwolił nam zrobić kilka rundek za sterami i poprowadzić samodzielnie łódkę. Chwile później zaparkował łódź kilka metrów dalej. Woda w tym miejscu nie była przejrzysta, wręcz czarna i niezbyt zachęcająca. El Kapitano zaczyna ubierać ekwipunek do snorkelowania i entuzjastycznie zachęcał nas do wskakiwania do wody. My trochę zniechęcone wyglądem i przejrzystością oceanu z dużym sceptyzmem wskoczyłyśmy za nim w „muł”. Ku naszemu zdziwieniu był to jeden z naszych najlepszych snorkelingów. Jak się okazało, to właśnie w tym miejscu udają się na odpoczynek całe rodziny rekinów.

Koszyk na zakupy